wtorek, 22 kwietnia 2014
17. Czyżby głupia miłość?
*LUKE*
Siedzieliśmy przed salą, czekając aż wyjdzie jakiś lekarz. Byłem niesamowicie zdenerwowany, tak jak reszta. Wstałem i zacząłem krążyć po szpitalnym korytarzu. Z każdą minutą moje zdenerwowanie rosło. Dlaczego nikt nie wychodzi? Co z Calumem?
-Luke...- Usłyszałem głos należący do Ashtona ale go zignorowałem. Loczek powtórzył tę samą czynność jeszcze dwa razy.- Hemmings do jasnej cholery usiądź na dupie!- Podniósł głos. Gdy nie wykonałem jego polecenia, podniósł się z krzesła i szarpnął mnie tak, że na nim wylądowałem. Nie broniłem się co było błędem bo uderzyłem głową w ścianę. Zacząłem masować obolałe miejsce.
-Oszalałeś?- Krzyknąłem poirytowany. Ash ukrył twarz w dłoniach i usiadł naprzeciwko mnie.
-Przepraszam.....ale....tak bardzo mnie to wkurzało...przepraszam.- Mamrotał. Mike usiadł obok niego i go poklepał po ramieniu. odwróciłem głowę w prawą stronę i ujrzałem zmierzających w naszym kierunku Cat i Nialla. Co prawda brunetka miała jechać z nami ale jej brat uparł się ją osobiście tu przywieść. Na jej widok nie poprawił mi się humor, wręcz przeciwnie. W tamtym momencie wkurzała mnie bardziej niż ktokolwiek na ziemi.
-Gdzie Zayn?- Zapytał Michael, przy okazji dając dziewczynie znak żeby usiadła obok niego.
-Parkuje samochód.- Odpowiedział Horan.
-Co z Calumem?- Głos zabrała Cathy. Clifford niedbale wzruszył ramionami. Skuliła się i zaczęła cicho szlochać.
-Ej, nie płacz mała.- Przytulił ją.
-Niech płacze, ma powód.- Powiedziałem, wszyscy oprócz dziewczyny rzucili mi zabójcze spojrzenie.
-O co Ci chodzi Hemmings?- Warknął Mike.
-O co mi chodzi?! A przez kogo on tu jest?!
-To nie jej wina! On sam tego nie chciał.
-A skąd to wiesz zwierzał Ci się?! A może czytasz mu w myślach?!- Widziałem, że Clifford jest bliski wybuchnięcia ale nie zwracałem na to uwagi, tak samo jak na ludzi, którzy nas obserwowali. Ba! pewnie cały szpital słyszał moje wrzaski.
-To był wypadek.- Powiedział spokojnie.
-Wypadek.- Powtórzyłem.- A widziałeś to?
-....
-No właśnie.
-Chłopaki bądźmy poważni, Calum nie jest taki głupi żeby umyślnie się wpierdalać pod samochód. - Zabrał głos Niall. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i udawałem, że coś robię, byleby nie patrzeć na nich. Czas niesamowicie się dłużył. Wydawało mi się, że siedzimy tu z pół dnia. A w rzeczywistości minęła dopiero godzina. W końcu z sali wyszedł lekarz. Niski mężczyzna w średnim wieku z przyjaznym wyrazem twarzy.
-Co z Calumem?- Zapytałem, stając obok niego a reszta zrobiła to samo. Przez moje zamyślenie nie zauważyłem kiedy przyszedł Zayn ale to teraz nie ważne.
-Przepraszam ale są państwo z rodziny?
-Nie.
-Niestety nie mogę udzielić żadnej informacji...
-Nawet narzeczonej?- Pociągnąłem Cat tak, że zdezorientowana dziewczyna stanęła przede mną.
-Dobrze a więc sprawa wygląda tak.... złamana noga i dwa żebra...
-Można do niego wejść, jest przytomny?- Zapytała.
-Tak przed chwilą się obudził, możecie wejść ale nie wszyscy na raz.- Odpowiedział po czym oświadczył, że musi iść do innych pacjentów.
-Wejdę pierwszy, muszę z nim pogadać.- Odezwałem się.
-Tylko nie męcz go, ja tam zaraz wejdę.- Ashton pomachał mi palcem przed nosem.
-Ma się rozumieć.- Mruknąłem jakby do siebie po czym nacisnąłem klamkę i znalazłem się w sali gdzie leżał mój przyjaciel. Chłopak nie wyglądał na tego Caluma, którego znałem. Słabym wzrokiem wpatrywał się w okno. Chyba nie usłyszał jak wszedłem. Usiadłem na krześle przy jego łóżku ale nie zwrócił na mnie uwagi.
-Jak się czujesz?
-Wcale się nie czuje.
-Nie zrobiłeś tego specjalnie...prawda?
-Prawda, to był przypadek.- Potwierdził.
-To dobrze.- Odetchnąłem z ulgą. Nie wiem co bym jej zrobił gdybym się dowiedział, że chciał się przez nią zabić. Od razu tak pomyślałem a jego widok nie rozwiał wątpliwości.
-Luke?- Jego głos wyrwał mnie z zamyślenia. Posłałem mu pytające spojrzenie.- Czy ona...
-Jest tu. - Odparłem niezadowolony. Jednak Calum miał inne odczucia odnośnie tej wiadomości. Jego usta ułożyły się w uśmiechu.
-Zawołasz ją?
-Napisze do Michaela żeby kazał jej tu wejść....ale właściwie po co?
-Chce z nią porozmawiać.
-Tak? I co jej powiesz? - Prychnąłem odwracając wzrok.
-Prawdę. Powinienem to zrobić już dawno.- Wyjaśnił. W zamyśleniu pokiwałem parę razy głową po czym z westchnięciem podniosłem się z krzesła. Nie chodzi o to, że nie zależało mi na jego szczęściu, bo było przeciwnie ale czułem, że ona złamie mu serce a tego nie chciałem. Nie chciałem widzieć jak mój najlepszy przyjaciel cierpi. Wolnym krokiem opuściłem sale. Dałem Cat znak żeby weszła zaraz po tym jak ją zlokalizowałem. Niech się nawet nie warzy go skrzywdzić....
*CATHY*
-Cześć.- Mruknęłam cicho. Przygotowałam się na to, że Cal nie jest w dobrym stanie ale jego widok mnie załamał. Wyglądał jak po wojnie.
-Hej.- Odpowiedział siląc się na słaby uśmiech.
-Przepraszam...- Szepnęłam ze łzami w oczach.
-Za co?
-Gdyby nie ta sytuacja w pokoju to byś tutaj nie był.
-Usiądź.- Poklepał kawałek łóżka obok siebie. Wykonałam jego polecenie ale w dalszym ciągu nie chciałam na niego spojrzeć. Miałam ogromne wyrzuty sumienia i za nic nie mogłam się ich pozbyć.
-Spójrz na mnie...proszę.- Powoli odwróciłam głowę. Ujrzałam jego smutne, ciemne tęczówki. Brunet wyciągnął swoją dłoń ku mnie, na której chwilę później położyłam swoją. Chłopak ułożył ją na swojej klatce piersiowej. Wyczułam szybkie bicie jego serca.
-Widzisz...tak się dzieje zawsze gdy jesteś blisko. Może to głupie ale kocham cię...
__________________________________________________________________________
Yeeeah, powiedział jej to. Sama nie mogłam się doczekać tego momentu ale....co na to Cat? Pewnie was wkurzam bo raz dodaje szybciej rozdziały a raz później. Kiedy ostatnio dodałam na czas? Cóż....tak już ze mną jest. Szybciej go napisałam ale jest beznadziejny, wiem. Trudno, żyje się dalej. No to teraz do piątku. (Mam nadzieje)
środa, 16 kwietnia 2014
16. Tak blisko ale tak daleko
-Gdzie poszedł Calum?- Zapytałam zanim chłopak zdążył zauważyć moją obecność. Uniósł głowę znad książki i posłał mi dziwne spojrzenie.
-Wyszedł gdzieś z Michel'em?- Powiedział to w taki sposób jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
-Tyle to i ja wiem. Chodziło mi raczej o to gdzie poszli.
-Nie wiem.- Wzruszył ramionami i wrócił do czytania.
-Luke powiedz mi.
-Dlaczego nie zapytasz się jego gdzie są?
-Nie odbiera moich telefonów.
-Widocznie ma powód.- Stwierdził nie spuszczając wzroku z lektury. Jego wzrok tkwił cały czas w jednym miejscu czyli nie czytał. Westchnęłam bezradnie i usiadłam obok niego. Zastanawiałam się jak wyciągnąć od niego tą "tajną" informacje. Na moje nieszczęście nic mi nie przychodziło do głowy. Cała ta sytuacja zaczynała mnie powoli irytować. Chciałam się dowiedzieć gdzie poszli i po prostu pogadać z Calum'em. A Luke traktował mnie jakbym zrobiła coś strasznego. Zachowywał się jak małe dziecko. Obraził się, zabrał zabawki z piaskownicy, nie zostawiając nawet grabek. Stopami wytupywałam rytm piosenki lecącej aktualnie w radiu.
-Dlaczego nikt mi nie powiedział, że wyjeżdżacie?- Zapytałam.
-Nie wiem.- Odpowiedział krótko. Czułam, że jeśli jeszcze raz wypowie te dwa słowa to wybuchnę. Zamknął książkę i odłożył ją na półkę po czym oparł się o stojące obok biurko. Wpatrywał się we mnie ze dwie minuty po czym zapytał.
-Co ty właściwie od niego chcesz?
-Po prostu muszę z nim porozmawiać.
-O czym?
-Nie ważne.- Ucięłam.
-Chce wiedzieć.- Drążył temat.
-Powiedziałam, nie twój pieprzony interes.- Warknęłam. Chłopak nie zmienił swojego wyrazu twarzy. Patrzył na mnie tak jakby chciał z moich oczu wyczytać wszystkie odpowiedzi na jego pytania. Cóż chyba mu się nie uda. Zdałam sobie sprawę z tego, że nigdy nie miałam okazji dobrze poznać Hemmings'a. Od początku mi nie przypadł do gustu. Na wstępie nakleiłam mu nalepkę z napisem "uwaga gbur" mimo, że nic o nim nie wiedziałam. Nasza rozmowa tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że jest nadętym gówniarzem. Nie chciałam się z nim kłócić ale czułam, że on do tego już niedługo doprowadzi. Grał mi na nerwach gorzej niż Zayn i Perrie jakiś miesiąc temu. Blondyn był najlepszym przyjacielem Caluma, nie wiedziałam tylko jak to możliwe skoro tak bardzo się różnili. Przynajmniej moim zdaniem. Cal to wesoły, rozgadany chłopak a Luke...no cóż powyżej jest wszystko wyjaśnione. Zejdę teraz na inny tor jeżeli już jesteśmy przy temacie Caluma. Doskonale wiedziałam czym jest spowodowane jego zachowanie. Zazdrością. Tylko nie widziałam czy chodzi mu o moją przyjaźń z Kitem czy może ubzdurał sobie, że coś między nami jest. Ale czy tak trudno jest sobie to wyjaśnić w cztery oczy? No tak lepiej się obrazić i pójść nie wiadomo gdzie. W sumie to ja też źle zrobiłam tak szybko uciekając stamtąd. Jeszcze większy błąd popełniłam zasłaniając się Kitem. Calum jest dla mnie bardzo ważny i dobija mnie fakt, że dosłownie nienawidzi Kita. Czuję się jak parę lat temu gdy to Zayn go nie lubił. Nie wiem dlaczego się tak na niego uwzięli, przecież to super chłopak.
Widząc, że nie znajdę u niego pomocy, wstałam i bez słowa wyszłam z pokoju, który chwilowo zajmował. Udałam się do kuchni gdzie zastałam Perrie, która jadła jakieś wysokokaloryczne ciasto. Podziwiałam ją i bardzo jej zazdrościłam, mimo, że ciągle opychała się słodyczami to i tak wyglądała rewelacyjnie. Zerknęłam z nadzieją na telefon oczekując, że pojawi się na nim powiadomienie o nieodebranej wiadomości. Wiadomo, nadzieja matką głupich. W tamtej chwili "odpierdol się" byłoby lepsze niż nic. Chciałabym mu to wszystko wyjaśnić. Nie chcę żeby myślał, że dałam mu kosza. Ja po prostu nie ochłonęłam po związku z Tomem.
-O czym tak myślisz?- Zapytała jasnowłosa.
-O niczym.- Padła krótka odpowiedź.
-Jego nazywasz niczym?- Uśmiechnęła się zadziornie.
-Jakiego jego?- Udałam, że nie wiem o kim mówi. Odwróciłam się do niej tyłem i oczekiwałam aż wypowie to imię, jednak ona miała inne plany.
-Ciemne włosy i oczy, ma świetny głos i jest w zespole, kojarzysz?- Wystawiła język po tym gdy z powrotem odwróciłam się przodem. Wtedy coś mi wpadło do głowy a raczej ktoś.
-Kieran?- Udałam zdziwienie. Na widok jej miny zachciało mi się śmiać ale udało mi się zachować powagę.
-Calum idiotko!- Uderzyła się z otwartej dłoni w czoło pokazując tym jaka to ja jestem głupia. Pokręciłam głową ze śmiechem.
-No już się tak nie bulwersuj.- Drwiłam z niej. Dziewczyna przymrużyła oczy.
-A tak właściwie to kto to ten Kieran?- Zapytała patrząc na mnie podejrzliwie.
-Kieran? Kumpel Kita z zespołu.- Wzruszyłam ramionami. Przypomniało mi się, że miałam posłuchać piosenek Room 94, Tanton będzie się cieszył gdy pochwalę któryś z ich utworów.
Pomknęłam na górę i wpisałam w youtube nazwę ich zespołu. Pierwsze wyskoczyło mi Chasing the summer, które od razu przypadło mi do gustu i zaczynałam żałować, że wcześniej nie słyszałam tej piosenki.
3 months since I saw her face
Looking back we were living up (living up)
It's so hard, now I miss that place
Memories of a perfect summer
Nie skończyłam na jednej piosence. Ten zespół był świetny. Dziwię się, że się jeszcze nie wybili. Kieran ma niesamowity głos co stwierdziłam jeszcze zanim go usłyszałam, w rozmowie z Perrie. Powiedziałabym to drugi raz bo to najprawdziwsza prawda. Spojrzałam na bałagan w pokoju Zayna. Nie miałam nic innego do roboty więc postanowiłam doprowadzić to pomieszczenie do porządku. Układałam ubrania podśpiewując jedną z piosenek chłopaków, która była nagrana dawno bo wygląd Seana i Deana się zmienił. Kiero wyglądał identycznie jak teraz, tak samo jak Kit.
I started drinking
to hide my feelings
I took a shot, got shot down
now i'm sleeping on the ground
to hide my feelings
I took a shot, got shot down
now i'm sleeping on the ground
Bez chwili namysłu mogę stwierdzić, że poprawił mi się humor. Dziękuje Bogu za to, że są na świecie tacy ludzie, którzy tworzą tak dobrą muzykę. Nie minęła godzina a pokój mojego brata był wysprzątany. Sądziłam, że dłużej mi to zajmie ale się myliłam. Poczułam wibracje w kieszeni. Szybko wyciągnęłam telefon oczekując, że ujrzę Calum xx dzwoni jednak tak się nie stało. Zamiast tego widniały literki układające się Mikey dzwoni. Lekko zawiedziona odebrałam.
-Halo?
-Cat? Musisz tu przyjechać i powiedz chłopakom!- Usłyszałam jego zdenerwowany głos.
-Mike, spokojnie. Co się stało? Gdzie mam przyjechać?
-Calum jest w szpitalu.
_______________________________________________________________________________
Wreszcie udało mi się skończyć ten rozdział. Wyjątkowo nie miałam weny ostatnio i nie udało mi się go napisać na czas. Szczerze nienawidzę siebie za to, że wysłałam Caluma do szpitala i za to, że on nienawidzi Kita. Przy okazji, zaczynam pisać nowe opowiadanie -> THUG. Oczywiście tego nie zostawię. Postaram się rozdział 17 napisać do soboty. :)
-Halo?
-Cat? Musisz tu przyjechać i powiedz chłopakom!- Usłyszałam jego zdenerwowany głos.
-Mike, spokojnie. Co się stało? Gdzie mam przyjechać?
-Calum jest w szpitalu.
_______________________________________________________________________________
Wreszcie udało mi się skończyć ten rozdział. Wyjątkowo nie miałam weny ostatnio i nie udało mi się go napisać na czas. Szczerze nienawidzę siebie za to, że wysłałam Caluma do szpitala i za to, że on nienawidzi Kita. Przy okazji, zaczynam pisać nowe opowiadanie -> THUG. Oczywiście tego nie zostawię. Postaram się rozdział 17 napisać do soboty. :)
sobota, 12 kwietnia 2014
Info
Mam dla was złą wiadomość, rozdziału nie będzie. Pojawi się dopiero w przyszłym tygodniu. Przykro mi ale raz jest wena, raz nie a ja nie mam napisane nawet połowy rozdziału. Z resztą nie mam nawet czasu bo tyle mi dowalili nauki, że można się załamać. Nie chcę żebyście pomyśleli, że się użalam nad sobą bo tak nie jest. Wracając do rozdziału to postaram się go dodać środa/czwartek.
piątek, 4 kwietnia 2014
15. Wyznanie
-Calum.- Wyszeptałam. Chłopak był niesamowicie wściekły, nigdy go jeszcze takiego nie widziałam. Przyciągnął mnie zamykając w żelaznym uścisku. Zaczęłam szlochać w jego granatową koszulę. Głowa mi pulsowała. Nagle obraz przed oczami zaczął mi się rozmazywać...Zemdlałam
Ze snu wyrwały mnie promienie słoneczne, wpadające przez niezasłonięte okno. Doskonale pamiętałam wydarzenia z ostatniej nocy pomimo wypitego alkoholu. Leniwie przeciągnęłam się na łóżku po czym przeniosłam się do pozycji siedzącej. Na przeciwko łóżka stała kanapa, na której spał Calum. Zrobiło mi się głupio. Podczas gdy ja sobie wygodnie spałam, on musiał się męczyć na niewygodnej kanapie. Na palcach podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej koc, którym chwilę później nakryłam Hooda. Byłam mu niezmiernie wdzięczna za to jak mi pomógł, już kolejny raz.
Drzwi otworzyły się z lekkim skrzypnięciem a do pomieszczenia wszedł Zayn. Rzucił przelotne spojrzenie w kierunku Cal'a i usiadł na skraju łóżka, oparł łokcie na kolanach a twarz schował w dłoniach. W końcu zapytał:
-Jak się czujesz?- Ale ja całkowicie zignorowałam jego pytanie.
-Nie powiedziałeś Perrie, że zerwałam z Tomem.- Stwierdziłam.
-Pomyślałem, że będziesz wolała jej sama powiedzieć.-Wyjaśnił. Pokiwałam głową na znak, że rozumiem. Było jeszcze jedno pytanie, które chciałam mu zadać.
-Skąd wiedzieliście, że byłam u Paula?
Do moich nozdrzy dotarła woń potu wymieszanego z alkoholem, co nie było najlepszym połączeniem. Wzrokiem szukałem właściciela posesji. Po pewnym czasie zlokalizowałem go. Stał przy basenie z siostrą byłego chłopaka Cat- Bellą. Walnąłem Harrego w ramię i wskazałem na Paula. Wraz z lokowatym, Calumem i Michaelem ruszyliśmy w ich stronę. Dziewczyna uśmiechnęła się sztucznie gdy nas ujrzała.
-Oh...Malik. Po siostrzyczkę przyszedłeś?- Odezwała się a mi na sam dźwięk jej głosu zwrócił się obiad.
-"Po siostrzyczkę"? Cat tu jest?- Zapytałem zdziwiony.
-Chyba już się upiła bo jej nie widać.- Stwierdziła, rozglądając się przy tym.
-A jak chcesz to możesz poszukać jej w pokojach na górze. Wiesz...jest tu dużo napalonych kolesi a twoja siostra to dobry towar.- Byłem bliski obicia mu tej ucieszonej mordy, wyprzedził mnie Calum. Paul runął na ziemię a z nosa zaczęła mu się sączyć krew. Hood chciał jeszcze zadać parę ciosów ale go powstrzymałem . Nie muszę ukrywać, że ten widok sprawiłby mi przyjemność ale musieliśmy poszukać Cathy.
-A ten Tom....miałem szczerą ochotę go zabić.- Syknął mój brat.
-Ja się nadal nad tym zastanawiam. - Usłyszeliśmy głos Hooda, który najwyraźniej już nie spał. Odwróciliśmy się w jego stronę. Leżał z rękami splecionymi za głową i z przymrużonymi oczami wpatrywał się w drewniany sufit. Zayn mruknął coś o spotkaniu z Pezz i opuścił pokój. Zdziwiło mnie jego zachowanie. Westchnęłam cicho i podeszłam do okna, zaczęłam się wpatrywać w drzewo za szklaną powłoką, którym lekko kołysał wiatr. Nagle poczułam jak ktoś za mną staje, nie musiałam długo główkować żeby się domyślić, że to Calum. Chłopak złapał mnie za biodra i odwrócił przodem do siebie. Położył ręce na parapecie po moich obu stronach, sprawiając przy tym, że nasze czoła się niemal stykały ze sobą. Zaczął się przybliżać do momentu gdy rozległo się pukanie do drzwi. Hood mocno się odepchnął i warknął coś w rodzaju "wejść". Do pokoju wparował jak zwykle uradowany Louis, który sprawiał wrażenie jakby nie dostrzegał złego humoru bruneta stojącego naprzeciwko. Odszukał mnie wzrokiem i powiedział:
-Kit jest na dole.
-No i co z tego?- Burknął Cal.
-Calum.- Upomniałam chłopaka.- Zaraz do niego zejdę.- Zwróciłam się do Lou. Ten kiwnął głową i tyle go widzieliśmy. Uśmiechnęłam się pod nosem i skierowałam do drzwi, położyłam dłoń na klamce ale zanim wyszłam spojrzałam na Hooda. Był zły, co było widać na pierwszy rzut oka.
-O co Ci chodzi, Cal?- Westchnęłam zrezygnowana. Miałam już dość ciągłych prób rozgryzienia tego chłopaka.
-Przyjaciel się znalazł.- Prychnął.
-Jesteś zazdrosny o Kita, tak?
-To ja byłem przy tobie gdy zerwałaś z tym całym Tomem, to ja jestem teraz gdy...- Urwał obdarzając mnie swoim rozbieganym spojrzeniem, sprawdzając moją reakcje na wczorajsze wydarzenie. Jednak na mnie nie zrobiło to wrażenia, a może zrobiło tylko dobrze to kamuflowałam.
-Doceniam to, jesteś świetnym przyjacielem.
-Kurwa nie chce być twoim przyjacielem!- Podniósł głos. Podszedł do mnie i oparł swoje czoło o moje.- Nie chce być tylko twoim przyjacielem.- Powiedział o wiele spokojniej niż chwilę temu. Drgnęłam gdy jego dłoń przesunęła się po moich plecach.
-Ja....muszę iść już do Kita.- Wydukałam. Świetnie Cat, teraz jego nienawiść do Tantona tylko się powiększy a miało być odwrotnie. Miałam ochotę przywalić sobie patelnią. Zbiegłam po schodach o mało co nie zabijając się na ostatnim stopniu. Zatrzymałam się przy wejściu do salonu i oparłam o framugę drzwi. Widok przede mną sprawił, że na moje usta wkradł się szeroki uśmiech. Na kanapie siedzieli Zayn i Kit. Rozmawiali o czymś i co chwilę wybuchali śmiechem. Nie często miałam okazje na taki widok. W zasadzie to nigdy. Nie sądziłam, że dwie osoby, które tak bardzo się nie lubiły mogą teraz tak normalnie rozmawiać.
W podskokach podbiegłam do drzwi, przekręciłam klucz po czym pociągnęłam za klamkę. Moim oczom ukazał się mój przyjaciel- Kit. Postanowiłam się odrobinę z nim podroczyć.
-Witaj Tanton.- Powiedziałam oschło.
-Cześć Cathy.- Odrzekł z uśmiechem.
-Od kiedy mówisz do mnie "Cathy"?!- Oburzyłam się.
-Od kiedy mówisz do mnie "Tanton"?! - Wzruszył spokojnie ramionami.
-Proszę Christopher, wejdź.- Uśmiechnęłam się zadziornie i odsunęłam robiąc przejście. Tanton pokręcił głową ze śmiechem. Udaliśmy się do kuchni w celu zrobienia czegoś do picia.
Byli tam: moja rodzicielka, która zmywała naczynia i brat na marne próbujący rozplątać słuchawki.
-A ten czego tu?- Wskazał głową na Kita.
-Zayn...uspokój się.- Skarciła go mama.-Może się czegoś napijesz, Kit?
-Nawet wody z klozetu mu nie dam.- Zayn po raz kolejny doprowadzał mnie do szału. Nie wiedział, że te docinki bolą nie tylko Tantona ale także mnie. Kit się wcale nie odzywał ale to nie znaczy, że nie potrafił mu się odgryźć. Na początku nie puszczał tego płazem i wychodziła z tego wielka, pełna nienawiści kłótnia i to moje wrzaski ją kończyły.
-Cat, zrób mu herbaty a ty Zayn powinieneś chyba pójść do pokoju.- Powiedziała.
-No i właśnie to zrobię!- Cisnął słuchawkami o podłogę, było słychać jeszcze kroki i mocne trzaśnięcie drzwiami.
Samo to wspomnienie sprawiło, że w moich oczach nagromadziły się łzy. Nagle poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Powoli uniosłam głowę, przede mną stał Kit z zatroskanym wyrazem twarzy. Przeniosłam wzrok na Zayna, siedział z lekko otwartymi ustami.
- Czemu się tak na mnie patrzycie?- Zapytałam z uśmiechem na ustach.
- Dlaczego płaczesz?- Zadał mi pytanie Kit.
-Złe wspomnienia.- Szepnęłam.
-To przeze mnie?
-Nie ale....Kit?
-Tak?
-Potrzebuję cię teraz bardziej niż kiedykolwiek.- Powiedziałam szlochając.
-Już dobrze, nie płacz, mała...masz mnie, Perrie, Zayna....
-I mnie.- Odwróciłam się do miejsca, z którego dochodził głos. Ujrzałam Mike'a. Stał z wydętą dolną wargą. Pokonałam dzielącą nas odległość i wtuliłam się w Clifforda. Po chwili do salonu wparował Calum. Dalej był zły.
-Idziesz czy nie?- Zwrócił się do Michaela. Oczywiście nie obyło się bez posłania morderczego spojrzenia w kierunku Kita. Po minie Mikey'a można było odczytać, że nie rozumiał zachowania Hooda. Po chwili opuścili dom.
-Sądziłem, że będziecie chcieli spędzić ten dzień razem.- Powiedział Zayn.
-Dlaczego?- Zapytałam siadając po jego prawej stronie.
-Bo tak się ostatnio zaprzyjaźniliście a to ich ostatni dzień.- Wzruszył ramionami.
-Ostatni dzień?
-No jutro rano wylatują do Sydney...
_____________________________________________________________________
Rozdział miał być jutro ale udało mi się go skończyć dzisiaj. Było trochę powrotów do przeszłości. Miał być lepszy, wiem ale wyszło jak wyszło.
piątek, 28 marca 2014
14. Zły dzień
Wpatrywałam się ze zdziwieniem w blondynkę. Nie mogłam uwierzyć, że Zayn nie podzielił się z nią tą jakże szczęśliwą dla niej wiadomością. Na samo wspomnienie o moim byłym chłopaku, coś we mnie pękło. Okłamałam Perrie, że umówiłam się z Calumem i opuściłam kawiarnię. Szłam przed siebie, tam gdzie mnie nogi poniosą. Musiałam sobie przemyśleć parę spraw. Na przykład moje uczucia do Toma, które chyba się nie do końca wypaliły. Po pewnym czasie usłyszałam głos, który dochodził zza moich pleców. Wiedziałam do kogo on należy i wcale się nie ucieszyłam. Stanęłam w miejscu, nie odwracając się, po chwili ten ''ktoś'' pojawił się przede mną. Była to Bella, siostra przyrodnia Toma. Ciemna blondynka z małymi, niebieskimi oczami.
-Cześć Cathy.- Powiedziała mierząc mnie wzrokiem.
-Cześć.- Odpowiedziałam z udawanym uśmiechem. Nigdy jej nie lubiłam, nawet jak jeszcze byłam z jej bratem.
-Idę na imprezę do Paula, może też pójdziesz?- Zaproponowała.
Zaczęłam przestępować z jednej nogi na drugą. Niesamowicie mnie korciło ale w głowie miałam obietnicę daną Zaynowi. Za nic nie chciałam jej złamać. Nie chciałam go oszukiwać. Nie chciałam znów się z nim kłócić. Ale z drugiej strony jestem pełnoletnia i mam prawo czasem zaszaleć. Zgodziłam się. Razem udałyśmy się do posiadłości Paula. Jeśli mam być szczera to nawet nie znałam tego gościa. Zatrzymałyśmy się nie przed małą chatką lecz przed wielką willą. Ze środka dobiegała głośna muzyka, aż się zdziwiłam, że żaden z sąsiadów nie zadzwonił jeszcze po policje. Ruszyłyśmy na tyły domu, gdzie był duży basen, w którym już pływało sporo osób. Po chwili podszedł do nas wysoki ciemny blondyn, trzymający w ręku dwa piwa. Jedno podał Belli zaś drugie mi. Niepewnie je wzięłam i upiłam łyk. Dobrze znałam ten smak. Chłopakiem okazał się właściciel posiadłości- Paul. Był on zwykłym podrywaczem. Według mnie to tylko kwestia czasu aż wyląduje w łóżku z jakąś lalunią. No nie ważne to w końcu jego sprawa.
Zajęłam się bardziej rozglądaniem niż rozmową prowadzoną przez dwójkę obok mnie. Co prawda aż mnie mdliło patrząc jak zachowują się niektóre dziewczyny ale na trzeźwo nie mam tu nic do roboty, zostawało mi przyglądanie się innym. W dalszym ciągu nie miałam zamiaru upić się do upadłego, tak jak to robiłam zazwyczaj.
-Może zatańczysz?- Zwrócił się do mnie Paul.
-Tak, potrzymaj mi piwo.- Chłopak otworzył szerzej oczy a ja z triumfalnym uśmiechem ruszyłam w kierunku ''parkietu''.
Mimo, że planowałam wrócić dzisiaj trzeźwa to mi to nie wyszło. Chwiejnym krokiem podążałam w kierunku basenu, gdy nagle na biodrach poczułam czyjeś dłonie. Odwróciłam się lekko wystraszona i ujrzałam Toma. Chciałam odejść ale chłopak mi to uniemożliwił.
-Czego chcesz?- Syknęłam.
-Pogadać.
-Nie mamy o czym.
-Owszem mamy.
-Czyżby?- Skrzyżowałam ręce.
-Tak, Cat proszę ostatnia rozmowa, musimy sobie wszystko wyjaśnić.- Powiedział prawie błagalnym tonem, robiąc przy tym smutne oczka. Uległam, w końcu jedna rozmowa mnie nie zbawi a on się odczepi. Chłopak zaprowadził mnie do jednego z pokoi, żebyśmy mogli pogadać spokojnie.
-Więc co chcesz?- Zapytałam zaraz po tym jak chłopak przepuścił mnie w drzwiach. Zdziwiło mnie to, że zamyka je na klucz.
-Co robisz?- Zaczął się do mnie zbliżać. Klucze rzucił gdzieś w kąt pokoju. Wyglądał jak napalony zboczeniec.
-Pytałaś czego chcę. Odpowiedź jest banalna- Ciebie.- Zaczęłam się cofać aż do momentu gdy moje ciało dotknęło ściany. Zamknęłam oczy przerażona. Bałam się go, nie oszukujmy się. Podszedł do mnie stanowczo za blisko. Czułam jak mi się trzęsą ręce, słyszałam głośne i przyspieszone bicie mojego serca. Czułam jego oddech na moim policzku. Po chwili jego dłoń znalazła się na moim pośladku, zaczęłam się szarpać ale nie miałam żadnych szans był ode mnie sporo silniejszy. Zaczęłam płakać i krzyczeć. Szczerze wątpiłam czy ktoś mnie usłyszy, w końcu muzyka była głośna, nawet tutaj było ją dobrze słychać. Udało mu się ściągnąć mi bluzkę. Gardło mnie bolało od krzyków ale nie przestawałam. Nagle ktoś odciągnął Toma ode mnie. Zasłoniłam twarz dłońmi i zjechałam po ścianie w dół. Mój ''wybawca'' złapał mnie za ramiona i pomógł wstać. Niepewnie podniosłam wzrok. Ucieszyłam się gdy moim oczom ukazał się.......
____________________________________________________________________________
Jakiś krótki mi wyszedł ten rozdział. Cat poszła w cug, co się źle skończyło. Znowu was męczę wiem, po prostu jestem ciekawa czy zgadniecie kto ją uratował. Nie mogę nie wspomnieć o tym, że spada ilość komentarzy i wyświetleń. Czy już nikt tego nie czyta? Wiem, że może wam się nie chce dodać głupiego komentarza ale to zaledwie dwie minuty a ja mam pewność, że piszę to dla kogoś a nie dla siebie. Nawet krótkie ''fajny'' może zmotywować. A wracając do rozdziału, postaram się żeby następny był dłuższy i ogólnie lepszy, dłużej nad nim posiedzę. Prawdopodobnie pojawi się w sobotę a nie w piątek.
środa, 19 marca 2014
13. Kit, bracia i Ash
Za mną stał Kit, mój Kit. Bez namysłu rzuciłam się mu na szyję i zaczęłam cicho szlochać, ze szczęścia oczywiście. Tyle czasu go nie widziałam i tak bardzo za nim tęskniłam. W ogóle się nie zmienił, kolczyk w wardze był na swoim miejscu tak samo jak tunel w uchu.
-No cichutko, nie płacz skarbie.- Wyszeptał mi we włosy. Jednak jego prośba nie przyniosła efektu, jakiego oczekiwał. Wręcz przeciwnie, po jego słowach jeszcze bardziej się zaniosłam płaczem. Może pomyśleć, że jestem słaba, ale to nie jest ważne, jedyną ważną rzeczą jest to, że jest teraz tu, przy mnie. Po chwili przypomniałam sobie o obecności Caluma, niechętnie oderwałam się od Tantona i spojrzałam na bruneta.
Był zły. A ja jestem głupia i oczywiście nie mam pojęcia dlaczego.
-Calum to Kit mój dawny przyjaciel, Kit to Calum...
-Twój chłopak.- Dokończył pewnie.
-Nie, przyjaciel.- Poprawił go brunet.
-A sorki.- Podali sobie dłonie.
-Co Cię sprowadza do Londynu, Kit?- Zapytałam.
-Trasa koncertowa.
-Trasa? Śpiewasz?- Zdziwiłam się, nigdy nie przyznał się do żadnych umiejętności muzycznych.
-Nie, gram na basie w zespole, nazywa się Room 94
-To tak jak Calum, nie Cal?
-Taa- Chłopak sprawiał wrażenie, jakby mu obecność Tantona przeszkadzała ale nie zwróciłam na to uwagi.
Byłam zbyt szczęśliwa tym niespodziewanym spotkaniem.
-Powinnaś poznać chłopaków, głupotę nadrabiają wyglądem ale da się z nimi wytrzymać, to trzej bracia.- Powiedział z uśmiechem na ustach.
-Chodźcie do środka, nie będziemy stać na ulicy, nie?- Zaproponowałam
-Ja muszę iść.- Obwieścił Calum i nawet nie dając mi czasu na jakąkolwiek odpowiedź zaczął się oddalać. Nie pomogły błagania żeby zaczekał. Nie rozumiem o co mu chodzi. Z Kitem weszliśmy do mieszkania.
Usiadł na kanapie w salonie podczas gdy ja poszłam zrobić nam coś do picia. Bardzo lubiłam kuchnie , beżowe ściany i jasne, drewniane meble były idealnym połączeniem. Wyjęłam z kieszeni telefon i napisałam sms-a do Cal'a.
Wszystko w porządku?
Przez następne parę minut nie dostałam odpowiedzi. Z moich ust wydostało się ciche westchnienie. Nie wiedziałam, czy nawet posłodziłam herbatę. Udałam się do Tantona, który bawił się kluczami. Gdy mnie dostrzegł, szeroki uśmiech wkradł mu się na usta. Postawiłam przed nim kubek, po czym krótko podziękował. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Okazało się, że nawet nie wiedział o śmierci moich rodziców. Opowiedziałam mu o Tomie, chłopak wyrobił sobie takie samo zdanie o nim jakie ma Calum. Właśnie, dlaczego on się nie odzywa?
- A Calum, to czasem nie ten z 5 seconds of summer?- Zapytał.
-Tak.- Odpowiedziałam krótko.
-Mam fotkę z jego kolegą z zespołu.- Pokazał mi zdjęcie. Na, którym był on, Mike i jakiś farbowany blondyn, którego wcześniej nie widziałam.
-Kto to?- Wskazałam na niego.
-Dean, najmłodszy z braci. Przystojny nie?
-Skoro wolisz chłopców. - Uśmiechnęłam się zadziornie. Chłopak pokręcił przecząco głową.
- Próbuję się dowiedzieć, czy ci się podoba.
-Na tym zdjęciu najlepszą dupą jesteś ty. - Stwierdziłam. Zaśmiał się.
-Chyba największą.- Po tych słowach dostał kuksańca w bok. Nawet jego samoocena się nie podwyższyła. Co zauważyłam z bólem.
Nagle telefon w mojej ręce zaczął wibrować a moje serce zaczęło bić szybciej gdy na wyświetlaczu pojawiło się: Nowa wiadomość od: Calum. Pośpiesznie otworzyłam ją.
Tak.
Serio? Tyle czasu czekałam na jedno słowo. Jak on mi gra na nerwach.
Na pewno? Dlaczego tak szybko zwiałeś?
Tym razem nie musiałam długo czekać aż jaśnie pan odpisze.
Nie chciałem wam przeszkadzać.
Odetchnęłam z ulgą. Ucieszyło mnie, że chodziło mu tylko o to. Różne scenariusze po cichu układałam ale za nic nie chciałam żeby okazały się prawdziwe. Kit po paru minutach sprowadził mnie na ziemie informując, że pójdziemy teraz do jego kolegów z zespołu. Po paru sprzeciwach w końcu mu uległam. Droga trwała mniej niż godzinę. Stanęliśmy przed małym ceglanym domkiem. Mimo, że był niewielkich rozmiarów to miał swój urok. Kit dwa razy zapukał po czym kopnął drzwi bez żadnych emocji, tak jakby to robił nałogowo. Drewniana powłoka ustąpiła a naszym oczom ukazał się chłopak ze zdjęcia. Wyszczerzył się po czym powiedział.
-A więc to jest ta Cat, o której tyle słyszeliśmy, już parę razy miałem ochotę się wyprowadzić.- Rozbawiona spojrzałam na Tantona a ten ze zmieszaniem podrapał się po karku.
-Tak to ja.- Posłałam uśmiech w kierunku blondyna.
-Jestem Dean. - Podał mi dłoń.
-Dean, może nas wpuścisz.- Tamten odsunął się od drzwi, przepuszczając nas. Krzyknął informując resztę o naszym przybyciu. Usłyszałam tupot stóp a po chwili zauważyłam jak biegnie do nas dwójka chłopaków. Jeden miał ciemne włosy za ucho a drugi tej samej długości lecz różowe.
-Kieran.- Uścisnęłam mu dłoń. Porównałam go z Deanem, byli podobni. Wszelkie wątpliwości rozwiał Kit, szepcąc mi, że to bracia. Dowiedziałam się, że różowo-włosy to Ashley. Chwilę później dostrzegłam jeszcze jednego chłopaka, bruneta z blond pasemkiem podbiegł do nas, złapał Kierana za ramiona i go odepchnął ze śmiechem, po czym zwrócił się do mnie.
-Sean, najstarszy, najmądrzejszy, najprzystojniejszy.
- I najskromniejszy widzę. - Stwierdziłam z uśmiechem, który odwzajemnił. Faktem jest, że gdybym powiedziała, że któryś z nich jest brzydki to był skłamała. Już po paru godzinach mogłam stwierdzić, że chłopaki są serio fajni. Jedną z naszych rozmów przerwał mój telefon. Na wyświetlaczu migało imię: Perrie. Posłałam przepraszające spojrzenie w kierunku chłopaków i skierowałam się do pomieszczenia, w którym znajdowała się kuchnia...przynajmniej tak mi się wydawało.
- Halo- Mruknęłam po naciśnięciu zielonej słuchawki.
-Ktoś, nie powiem kto, wrócił z trasy koncertowej swojego brata i nie raczył się ze mną przywitać.- Usłyszałam głos należący do blondynki.
-Wybacz byłam zajęta innymi sprawami.- Byłam gotowa przywalić sobie łopatą w łeb. Jak mogłam nawet nie zadzwonić do niej. Chyba za bardzo się zajęłam zerwaniem z Tomem.
-Dobra wybaczam Ci- Doszedł do moich uszu jej chichot. - Za pół godziny tam gdzie zawsze i nie chcę słyszeć sprzeciwu.
- Dobra będę.- Zapewniłam. To będzie nie w porządku wobec chłopaków ale znam Kita, on w przeciwieństwie do Pezz się nie obrazi.
-Wodę poproszę.- Zwróciłam się do kelnerki. Dziewczyna mojego brata zamówiła to samo.
-A więc jakimi ''innymi sprawami'' byłaś zajęta.- Zapytała Perrie.
-No wiesz....Tom, Calum, Kit...
-Kit?!- Krzyknęła co zwróciło uwagę paru osób w kawiarni. Zaśmiałam się krótko na jej reakcje.
-Tak Kit. Jest basistą w pewnym zespole, mają trasę. Spotkaliśmy się przypadkiem. - Wyjaśniłam
- I co odbudujecie przyjaźń?
-Nie wiem, chciałabym...
-A z Calumem to jakiś romansik na boku?- Palnęła nagle, mrugając okiem przy tym.
-Nie?- Bardziej zapytałam niż stwierdziłam.
-Nie podoba ci się?
-Może trochę..- Mruknęłam cicho. Faktem jest, że Cal jest przystojnym chłopakiem i podoba mi się ale czy coś więcej?
- No właśnie, a moim zdaniem byłby lepszy niż Tom.
-Znasz Caluma?
-Tak, miałam okazję go poznać. Dlaczego pytasz?
-Uważasz, że on jest poważny?- Dziewczyna się zamyśliła po czym powiedziała, że raczej nie.
- No właśnie a twój chłopak uznał, że potrzebuję poważnego chłopaka.- Powiedziałam a mojej wypowiedzi towarzyszył śmiech. Po krótkiej chwili Perrie zawtórowała mi.
-A wracając do Toma, on nie jest zazdrosny o Caluma i Kita?- Jej pytanie zupełnie zbiło mnie z tropu. Ona nie wie, że ja zerwałam z nim? Zayn jej nie powiedział?
___________________________________________________________________________________
Kocham ten rozdział bo nareszcie pojawił się w nim mój kochany zespół. Ale źle się czuję pisząc scenki z Calumem i Kitem, na których nie lubią się a raczej Cal nie lubi Kita. Rozdział się pojawił szybko, wiem ale tak mnie jakoś naszło :) Chciałam dodać zdjęcie, na którym jest Michael, Dean i Kit ale nie wyszło. :(
Subskrybuj:
Posty (Atom)